Paloma
Kumpelka Właścicielki
Dołączył: 06 Paź 2008
Posty: 25
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: z mrocznych otchłani..
|
Wysłany: Pon 16:51, 15 Gru 2008 Temat postu: 04.05.08 |
|
|
Rodzaj treningu: skoki kl.L [tylko stacjonaty]
Miejsce treningu: hala/biegalnia
Pogoda: zimno, wiatr, deszcz
Opis: Na początku wyszczotkowałam Spartę a nstępnie osiodłałam i ruszyliśmy na halę. Stały tam już trzy stacjonaty. Jedna stanowiła osobną przeszkodę, a dwie stanowiły szereg. Dzisiaj ze Spartą skaczemy tylko stacjonaty, ponieważ na poprzednim treningu to właśnie z nimi miała największy problem.
Na hali dosiadłam klaczy. Ruszyłyśmy stępem. Klacz szła nerwowo i nierównomiernie mimo dobrej akcji łydek. Dociągnęłam popręg i po chwili już kłusowałyśmy. Na hali były ustawione również cavaletti. Kilka razy najechaliśmy na nie z kłusa. Sparta z początku niechętnie najeżdżała na nie, lecz wreszcie uznała "wyższość" i ładnie przez nie przechodziła. Na drążkach Sparta bardzo ładnie pracowała zadem i wysoko podnosiła nogi. Następnie najeżdżałyśmy z kłusa na stacjonatki. Na pierwszy ogień poszła pojedyńcza. Przez kilka pierwszysch skoków, klacz albo zrzuciła albo wyłamała. Spa nie reagowała ni na łydkę ni na dosiad, nawet na wodze. Spróbowałam więc przed skokiem przykładać palcat do łydki klaczy przed skokiem. Przykładanie nie skutkowało ale klepnięcie palcatem po łopatce - tak. Postanowiłam teraz skakać z galopu. Łydka, dosiad i nic. Klacz aby się złościła i wydłużyła krok w kłusie i zwiększyła akcję nóg. Klepnęłam więc ją lekko palcatem. Sparta zagalopowała ale strzeliła przy tym kilka baranków i wpadła w szalony galop - o mało nie cwał. Dopiero po kilku minutach dało się opanować. Gdy już galopowała spokojnie i równomiernie, najechaliśmy na stacjonatkę. Na początku klacz pare razy zrzuciła, ponieważ zamiast je skakać, przegalopowywała je. Nawet zwiększanie nacisku łydki nic nie dało. Dopiero palcat. Z biegiem czasu odstawiałam palcat, tak że po pewnym okresie czasu klacz skakała już od łydki i to delikatnej! To naprawdę wielki sukces. Jeszcze kilka razy najechaliśmy na szereg. Bingo! Klacz nie zrzuciła ani razu! Naprawdę jest świetnie. Następnie przeszłyśmy do kłusa. W kłusie dałam klaczy luźną wodzę, ale nadal trzymałam przyłożone łydki, ponieważ klacz przy każdej lepszej okazji próbowała przejść do stępa. Po kłusie przeszłyśmy do stępa. Gdy porządnie występowałam klacz, zsiadłam z niej i poszłyśmy do boksu, gdzie ją rozsiodłałam...
Post został pochwalony 0 razy
|
|