Paloma
Kumpelka Właścicielki
Dołączył: 06 Paź 2008
Posty: 25
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: z mrocznych otchłani..
|
Wysłany: Pon 16:37, 15 Gru 2008 Temat postu: 09.07.08 |
|
|
Przyszłam do stajni późno bo koło 20 wieczorem. Weszłam do boksu Herkiego, przywitałam się i zaczęłam siodłać wyszczotkowanego już ogiera. Wyszliśmy przed stajnie, gdzie go dosiadłam. Nabrałam kontakt z jego pyszczkiem i na sygnał łydek ruszyliśmy stępem. Herkules był wyjątkowo nadpobudliwy. Czy to przez to że jest wieczór? Wątpię. Jest jeszcze jasno, a ogier wiele razy był o tej porze w terenie. Co chwile przyspieszał i zagalopowywał lub zakłusowywał sam. Co nigdy mu się nie zdarzało. Był poddenerwowany i zirytowany czymś. Tylko czym? No właśnie, tego nie wiem. Wzięłam nakierowałam ogiera na łąkę. Tam zakłusowaliśmy od łydki. Przyszło to ogierowi bardzo łatwo. Obejrzałam się do tyłu. Ogier miał wbity w zad kolec a właściwie kilka kolcy od akacji. Tylko skąd akacja? Trudno. Wyciągnęłam je ogierowi z zadka i z powrotem dosiadłam. Ogier już był spokojniejszy, więc to chyba te kolce go tak drażniły. Wjechaliśmy na ścieżkę. Kłusem. Jadąc płaską drogą, nie pod górę, mijaliśmy pełno ludzi a nie ominęły nas także inne zwierzęta, zarówno te leśne jak i te całkiem kopytne. Podczas kłusa wjechaliśmy w las i robiliśmy slalomy pomiędzy drzewami. Najpierw z wodzami, potem oddawałam je ogierowi, tak, że w końcowym efekcie Herki wykonywał slalom od dosiadu. Zjechaliśmy z powrotem na piaszczystą ścieżkę. Przytrzymałam ogiera na pysku i przeszliśmy do stępa. Tuląc się do ogiera przestępowaliśmy spory kawałek. I tak upłynęła nam godzina.. . Była już 21, zaczęło się ściemniać. Po chwili niebo było granatowe, srebrzyły się gwiazdy a drogę oświetlała nam pełnia księżyca... Było tak cudownie. Drogę było doskonale widać. Całkiem jak za dnia. Wsiadłam więc w siodło ogiera i wypchnęłam dosiadem oraz łydkami. Herki zagalopował. I już przy pierwszym fulee weszłam w półsiad, poganiając ogiera.
- No dalej Mały. Dalej. Pokaż na co cię stać. Szybciej. Dalej.
I galopowaliśmy sobie w pełni księżyca.. Słychać tylko stuk kopyt ciężkiego ogiera, jego oddech, serce i od czasu do czasu parschnięcie. Było cudownie, bajecznie.. Powiewała końska grzywa, falował ogon, szumiał las.. Po sporym odcinku tego pięknego galopu przeszliśmy do kłusa i na chwilę do stępa. Wjechaliśmy na mały pagórek i stojąc na nim i nawet nie drgnąc wpatrywaliśmy się w księżyc. Spojrzałam na zegarek.
- Już 22.. Musimy wracać. Pewnie Say się niepokoi. Nabrałam znów kontakt z pyskiem ogiera i nakręcając zakłusowałam by po chwili zagalopować na dosiad. Właściwie nie był to zakręt, był to raczej błyskawiczny zwrot na zadzie. Gdy na horyzoncie pojawiła się stajnia, przytrzymałam Herkiego i przeszliśmy do kłusa. Już nie anglezowałam. Wysiadywałam każdy takt. On tak miękko nosi.. Herkules uwydatnił akcję nóg, wypychając je do przodu bardziej niż zawsze, tym samym dodając szybkości ale zmniejszając wybijanie grzbietem. Przeszliśmy do stępa. Nie chciałam stawać przed stajnią. Drzwi stajni były zamknięte. Otwarłam je z grzbietu wierzchowca i weszłam do ciemnej stajni. Nie zapalałam światła, nie chciałam budzić koni. Zeszłam z ogiera, zamknęłam drzwi stajni i odprowadziłam Herkulesa do boksu. Rozsiodłałam go i weszłam by się z nim pożegnać. Siadłam na chwilę w kącie jego boksu i zasnęłam. Rano obudziła mnie Say...
Teren w sumie nic nie wnoszący, ale miałam ochotę pogalopować sobie na Herkim. Wybaczcie.
Post został pochwalony 0 razy
|
|